BERTA

Płaszcz zielony, jak mi się zdawało.

WERRINA

obie ręce trzymając na twarzy upada na sofę

Nie bój się, to tylko zawrót głowy, córko.

Opuszcza ręce, bladość pokrywa twarz jego.

BERTA

załamując dłonie

Litościwe nieba! Ja ojca w tych rysach poznaję.

WERRINA