z gorzkim uśmiechem po chwili milczenia

Dobrze ci tak, dobrze ci tak, lękliwy Werrino — za mało ci było, że łotr świętość praw naruszał, musiał aż świętości krwi twojej dotykać. Zrywając się. Żywo, wołaj mi Mikołaja — prochu i ołowiu! — albo czekaj, co innego przyszło mi do głowy. Daj mi miecz mój, a sama odmawiaj Ojcze nasz. Kładąc rękę na czole. Co ja chcę robić?

BERTA

Ojcze! Mnie tak okropnie!

WERRINA

Chodź tu, usiądź przy mnie. Znacząco. Berto, opowiedz mi, Berto, co zrobił ten siwy Rzymianin, gdy jego córkę takie — jakże bo powiedzieć? tak przystojną, jak ciebie znaleziono... Słuchaj Berto, co mówił Wirginiusz do swojej córki znieważonej?

BERTA

ze strachem

Nie wiem, co mówił.

WERRINA