MOOR
Prawda, prawda święta! Moja, moja cała wina!
FRANCISZEK
Ileż to tysięcy z pełnego kielicha piło rozpusty, a przez cierpienia na drogę weszło prawości! Czyż ból ciała, nadużycia skutek nieochybny, nie jest skazówką20 woli Najwyższego? Maż21 człowiek w okrutnej swej czułości tę skazówkę odwracać? Maż ojciec zastaw sobie powierzony na wieki zniszczyć? Rozważ dobrze, ojcze! Gdybyś go czas jakiś własnej nędzy zostawił: albo by musiał nawrócić się i poprawić, albo i w wielkiej szkole niedostatku zostać zbrodniarzem — a wtenczas biada ojcu, co zrządzenia wyższej mądrości pieszczotami chce niszczyć. Jakże, ojcze?
MOOR
Napiszę mu, że ojcowską rękę odciągam od niego.
FRANCISZEK
Mądrze i sprawiedliwie!
MOOR
Żeby mi się nigdy na oczy nie pokazał.