KOSIŃSKI
Żartujesz.
KAROL
Prędzej, prędzej! Nie baw się długo; rzuć wszystko i staraj się, żeby cię żadne oko nie postrzegło.
Kosiński odchodzi.
KAROL
Sam.
Uciekam z tych murów. Najmniejsza odwłoka mogłaby mnie w wściekłość wprowadzić, a on jest synem mojego ojca. Bracie, bracie! Zrobiłeś mię najnędzniejszym na ziemi — jam cię nigdy nie obraził; to nie po bratersku. Zbieraj owoce złości swojej w spokoju; obecność moja życia ci dłużej zatruwać nie będzie, — ale, przez Boga! to nie był czyn braterski — niech go ciemność zagasi na wieki i śmierć niech na świat nie dobywa.
KOSIŃSKI
Zjawia się znowu.