ROZBÓJNICY
Ha, lękliwcze! Gdzież twoje wysokie, wzniosłe zamiary? Toż były tylko bańki mydlane, co znikły za podmuchem jednej kobiety?
KAROL
O, szalony głupiec ze mnie, żem myślał ohydnymi czynami świat upiększyć, a bezprawnością prawo utwierdzać! Nazwałem to zemstą i słusznością. Byłem tyle zuchwały, opatrzności Boska, porwać się na zaostrzanie szczerb twojego miecza, na poprawę stronniczych twych rozrządzeń — ale — o głupie dzieciństwo! otóż stanąłem u brzegu okropnego życia i łkając, zgrzytając zębami, co widzę! oto dwóch ludzi jak ja, cały porządek świata moralnego zdoła wywrócić ze szczętem. Przebacz, o przebacz dziecku, co się na władzę twoją targnęło. Zemsta tylko do ciebie należy; ręki człowieka nie potrzebujesz. Nie w mocy mojej zapewne przywrócić ubiegłą przeszłość. — Zniszczone na wieki, co się raz zniszczyło — com rozwalił, nigdy nie powstanie. Ale został mi sposób, którym obrażone prawa przebłagam i naprawię porządek znieważony. — Jemu potrzeba ofiary — ofiary, co by nienaruszoność jego majestatu w obliczu całej ludzkości rozwinęła — tą ofiarą ja będę. Ja sam za znieważony porządek umierać muszę.
ROZBÓJNICY
Odbierzcie mu szpadę — chce się zabić.
KAROL
Szaleńcy, na wieczną ślepotę skazani! Myślicie, że grzechy śmiertelne śmiertelnym grzechem się zgładzą? Myślicie, że harmonia świata zyska na tym bezbożnym rozdźwięku? Ciska z pogardą broń pod ich nogi. Żywcem mię dostaną. Idę i sam się oddam w ręce sprawiedliwości.
ROZBÓJNICY
Okujcie go! Rozum stracił.