To był anioł, klejnot nieba! Przekleństwo, przekleństwo, zniszczenie, przekleństwo na mnie samego! Jam ojciec, co zamordował wielkiego syna. Mnie on kochał do śmierci; mnie żeby pomścić, biegł na bój i śmierć! O, okropnie, okropnie!

FRANCISZEK

On zginął; na cóż późne skargi? Szyderczo śmiejąc się. Łatwiej zabić, jak z martwych obudzić. Nigdy go już z grobu nie dobędziesz.

MOOR

Nigdy, nigdy, nigdy go już z grobu nie dobędę. Zginął, przepadł na wieki! Ty mi to przekleństwo spod serca wydarłeś. Tyś to, ty! — Syna mi powróć!

FRANCISZEK

Nie poruszaj gniewu mojego. Opuszczę cię w godzinie śmierci.

MOOR

Okropność, okropność! Syna mi powróć mojego!

Wstaje z krzesła i chce porwać Franciszka za gardło.