Cały gniew mężczyzny zawiedzionego w swych nadziejach zawrzał w piersi Jana. Marynka w tej chwili staje mu się najwstrętniejszym stworzeniem pod słońcem. Kaśka może być spokojna — on się pomści za nią i za siebie. I cały grad obelg spada nagle na zdziwioną tym wybuchem Marynkę. Jan nazywa ją latawcem, urwipiętą i ma minę tak groźną, jakby chciał ją zrzucić co najmniej z trzeciego piętra.

Ona przecież nie daje za wygrane. Owa! Wielka historia, że im przerwała ich czułości! Taka dziewka jak Kaśka to stary praktyk! Ona potrafi znów go do kąta zaciągnąć. Tylko czy nie wstyd Janowi zadawać się z taką dziewczyną, która Bóg wie skąd się przywlokła do kamienicy i nawet koszuli na grzbiecie nie ma?

Ale Jan jest już tuż przy niej i piorunującym głosem nakazuje Marynce milczenie. Każdej wolno, tylko nie jej! Ona to nie zasługuje na dobre słowo, włócząc się co tydzień z innym mężczyzną!... Od Kaśki jej wara, bo to uczciwa — a teraz takiej dziewczyny ze świecą wyszukiwać trzeba.

Marynka blednieje cała pod wpływem słów Jana. Tak? Teraz on będzie jej wyrzucał, że się źle prowadzi? A któż to całował ją tak, jak przed chwilą Kaśkę, a na piwo się z nią prowadził? Niechże teraz jej zaprzeczy, niech ośmieli się powiedzieć, że jest urwipiętą!

Owszem, ona bardzo prosi, aby powiedział, czy jej nie kochał i nie zaklinał się, że będzie z nią żył rok cały. Tylko ona miała więcej rozumu niż ta głupia Kaśka i opatrzyła się prędko, że nie warta gra świecy.

— A nie dałem ci złota?! — woła rozwścieklony Jan, przyskakując do wrzeszczącej dziewczyny. — Oddaj złoto, a potem szczekaj... ale raz ci mówię, od Kaśki wara, bo nie takim jak ty buzię sobie nią wycierać!... Ona uczciwa dziewczyna, a ty psia krew zwykła!!!

I z najwyższą pasją trzęsie zaciśniętymi pięściami nad głową Marynki. Chwila jeszcze, a uderzyłby ją z pewnością. Ale ona w sam czas uciekła, rzucając poza siebie następujące słowa:

— Czekaj, ja cię przekonam o jej uczciwości! Zobaczysz, dla kogoś mną poniewierał!

Słowa te padają jak groźba na rozpłakaną Kaśkę. Jakaś trwoga ściska jej serce. Przecież nie popełniła nic złego, Jan może śledzić jej kroki — a jednak obawa ogarnia ją całą.

Przy tym to rozsuwanie przed jej oczyma całej nędzy miłostek Marynki i stróża sprawiło jej przykrość wielką.