— Nic.

— Na, żryj! A nie obetkaj się zanadto i nie połam zębów: hu! ha! To ci ananasy taki chleb. Wojtek forspan41 mi go dał... wiesz, ten Wojtek połamany... to mój kochanek.

Mówiąc to, podawała kawałek sczerstwiałego chleba. Ręce trzęsły się Kaśce, gdy uchwyciła to nędzne pożywienie, które poniosła do ust z żarłocznością wygłodzonej bestii.

Kobieta patrzyła chwilkę, po czym, wyjąwszy z włosów dwie pogięte szpilki, rozrzuciła dokoła resztki zrudziałych kosmyków.

— Łeb boli, szelma — zaczęła, wyciągając nogi w kałuży i klapiąc nimi po błocie — jak służba psia jucha nadejdzie, to każę im ugotować czarnej kawy i podać sobie w łóżku. Tylko taładajstwo się powlokło i dzwonka nie mam!

Nagle poczęła się śmiać serdecznie.

— Wiesz ty, kolko cholerna, że ja miałam ćtery pokojów i sługę. Cały dzień ją po pysku waliłam, a w nocy to ćterdzieści razy kazałam jej wstawać i kawę czarną gotować. Ot tak, prost bez złość. I ja byłam sługą, to jak mnie potem los spotkał, to się pomstowałam na kim wlazło. Potem sama zeszłam na wycierkę, ale com użyła, tom użyła!

Przeciągała się teraz, przechylając w tył głowę. Chude ramiona podawała w tył i przymykała oczy. Po czym trąciła znów Kaśkę i spytała:

— A ty masz kochanka?

Kaśka przestała jeść, bo kurcz nerwowy zacisnął jej gardło, nie była w stanie odpowiedzieć na rzucone sobie pytanie.