— Kaśka Olejarek.
— Jesteś zamężna?
Kaśka milczała, oddychając ciężko. Kłamać nie chciała, nie mogła — i to jeszcze przed księdzem!
— A więc „jesteś dziewczyną”! — ciągnął dalej ksiądz z niewzruszoną powagą — Jak śmiesz kręcić się tu po Domu Bożym, będąc w podobnym położeniu? Czy nie boisz się Boga i gniewu Jego?
Unosił się powoli, sądząc się być45 w konfesjonale.
— Jesteś zwierzę nieczyste, owca parszywa, która odbiegła od trzody... Idź stąd precz i nie zanieczyszczaj Pańskiej Świątyni. Tu tylko wierni mają przystęp.
I odebrawszy z rąk drżącej jak liść dziewczyny garnek z lakierem, zwrócił się w stronę zakrystii, skąd dobiegały szepty dewotek i szelest róż bibulanych.
Gdy Kaśka wyszła na ulicę, ciemno już było zupełnie. Długi czas przesiedziała skurczona na ziemi, nie śmiąc wyjść i spojrzeć ludziom w oczy. Gdy przecież znalazła się wśród ulicznego gwaru, musiała powziąć już jakieś postanowienie, bo z pośpiechem gorączkowym skierowała się w stronę zamieszkanego dawniej przez nią przedmieścia. Szła szybko, roztrącając ludzi, z twarzą rozpaloną, zaciskając dokoła siebie łachmany. Wkrótce stanęła tuż przed bramą domu tak jej znanego i drogiego w dawnych czasach. Wzrok zapuściła w ciemną głębię bramy, której przecież przestąpić nie śmiała. Szukała widocznie Jana w swym podrażnieniu najwyższym, może chciała zemścić się za doznawane od chwili poznania go krzywdy. Zaciśnięte konwulsyjnie usta nie wróżyły nic dobrego. Wyraz twarzy miała ten sam, z jakim porwała Rózię za włosy, tam wysoko, w ciemnej komorze poddasza. Wreszcie długo maltretowane zwierzę podniosło głowę — szukała sprawcy swych nieszczęść, czaiła się nań jak zwierzę drapieżne ranione boleśnie.
Szczęściem przecież dla Jana, z bramy domu wybiegła Marynka i przy bladym świetle latarni zwróciła uwagę na tę wielką postać w łachmanach stojącą nieruchomo przed bramą. Obdarta kobieta przypomniała Marynce Kaśkę. Zbliżyła się szybko i od razu poznała „tłumoka z trzeciego”, jak dawniej Kaśkę w kamienicy nazywano. Kaśka, nierada temu spotkaniu, odwróciła szybko głowę, ale Marynka chwyciła ją za spódnicę.
— Kaśko, to ty? Cóż ty tutaj robisz?