— Tak będzie najlepiej — myślała.
Lecz on zaczął śmiać się nieprzyjemnie.
— Pytanie za silne dla pani — nie wie pani, co z niem począć! Zapomniałem, że pani nie potrafi być ani na chwilę żywiołową. A to jedno coś warte — poza tem nic.
Wyprostowała się z godnością.
— To jedno?
— Tak — w dziedzinie miłości.
— Och! Ciągle ta miłość!...
— Jesteśmy obecnie na tej ścieżce. Po to się tu zeszliśmy. Zdaje mi się przynajmniej. Po to te panie wybrakowały stąd swoich mężów, ta panna swą matkę... Jeżeli się zejdziemy na posiedzeniu jakiegoś komitetu, organizującego coś tam dla... społeczeństwa, to mówić będziemy inaczej, tak samo w dyskusji nad twórczością w jakimś kierunku. Lecz dziś bądźmy szczerzy. Jesteśmy po to, aby krążyć dookoła miłości, więc...
— Miłości!...
— Pasji, żądzy, namiętności, sentymentu. Jak pani chce. Ja to nazywam miłością! — Słowem, Cour d’amour.