Pochwycił okazję.

— Mój ideał? — odparł. — Połączenie dziwne: plecy rozpustne, twarz Madonny...

— Och! Nieziszczalne! — zawołał redaktor.

— Przeciwnie — pani Rena! — wyrzekł Halski, ukazując na młodą kobietę, pod której palcami skonała wreszcie melodja.

Wszyscy zwrócili znów oczy na Renę.

— Kochanka Chigi il magnifico!... — dorzucił jeszcze Halski.

Poseł do parlamentu podniósł się na kolana i włożył w oko monokl.

— Jabym sądził, że raczej genre pani Reny jest w rodzaju pani Recamier.

Halski milczał przez chwilę, wreszcie potwierdził.

— Może... gdyż wykwit skromności, a zatem kłamstwa.