Doznała pchnięcia w serce.

— Jakto?

— Do nadejścia pociągu...

— Pan... idzie?

— Tak — mój przyjaciel nigdyby mi nie darował, gdybym nie wyszedł na jego spotkanie.

Milczała chwilę, jakby zdławiona stalową ręką. Wreszcie wyrzekła:

— Niech pan idzie!...

Pochylił się ku niej.

— Ale... wrócę!

— Kiedy?