— Za dwie, trzy godziny... gdy oni wszyscy odejdą... gdy światła u pani zgasną!

Zbladła nagle, czując w sobie śmierć wszystkich swych nadziei.

— Pan oszalał? — wyrzekła banalnie, nie umiejąc na razie znaleźć słowa.

— Przyjdę, gdy pani pozwoli!

— Pan wie, że ja nie pozwolę!

Zapanowała chwilka milczenia, wreszcie on odparł tonem chłodnym:

— Nie wiedziałem o tem!

Ogarnął ją szalony gniew.

— Jakto? — Więc mimo wszystkie wysiłki z jej strony, aby pozostać dla niego w sprawie oddania się Niedościgłą — on osądził ją tak łatwą do zdobycia!

Odwróciła się ku niemu teraz całym korpusem i z wyrazem twarzy nieokreślenie hardym półgłośno zawołała: