Nagle powstał projekt. Ktoś przeglądał album Ropsa i zaproponował odtworzenie niektórych obrazów.
Przystano chętnie i burzliwie. Na plan pierwszy wystąpiła słynna kobieta z pajacem, lecz musiała odpaść z powodu braku krynoliny i pajaca.
Ze śmiechem łaskoczącym odrzucono La lecture du grand Albert...
— Nie — żadna z pań nie zdecyduje się nawet w przybliżeniu na coś podobnego. Lecz za to Le coup de la jarretière zostało zaadoptowane jednogłośnie. Uznano rzecz za niezmiernie łatwą do wykonania. W mgnieniu oka zaaranżowano estradę ze stołu i jako tło ustawiono parawany. Najpomysłowszym okazał się tu redaktor. Za pomocą Kaswina wynalazł odpowiednie ciemne zasłony w łazience i przyniósł je do narzucenia stołu i przyciemnienia tła.
Chodziło teraz o wybór kobiety, która miała uosabiać wspaniały typ Ropsa.
Oczy wszystkich mężczyzn zwróciły się na Renę.
— Pani Rena! — zawołał pierwszy Ottowicz.
— Tak... Lalusia!...
Kobiety, jakkolwiek podrażnione, zawtórowały:
— Tak... Rena!...