Rena w każdej innej chwili byłaby odrzuciła rzecz podobnie ryzykowną. Lecz zaczynało jej być powoli „wszystko jedno”.

Kto wie nawet, czy nie była w gruncie rzeczy rada, iż nastręczyła się jej sposobność być na czysto bezwstydną. Podeszła do stołu.

— Skoro chcecie!

Przyćmiono elektryczności.

— Proszę... Warum!... Mały, improwizuj!...

Ottowicz poskoczył do fortepianu. Ali ukląkł przy stole.

Nagle przez grupujące się na ziemi towarzystwo delikatnie ku drzwiom wyjściowym przesuwać się zaczął Halski.

Rena, stojąca już na stole, dostrzegła go.

Wszystka krew zbiegła jej do serca.

Wygięła się w łuk ku niemu.