— Pan odchodzi? — zapytała bezdźwięcznym głosem.

Skłonił się.

— Pani wie... powiedziałem, pół godziny, spieszę na pociąg...

— A!... Na pociąg.

Kaswin wyciągnął ku niemu rękę.

— Panie, niech pan nie odchodzi! To będzie takie śliczne.

Lecz Halski uśmiechnął się ironicznie.

— Nie, panie! To będzie raczej smutne. Un cochon triste... no tak... bezrogie, melancholijne.

Kaswin się obruszył.

— Proszę pana!