Dystyngowanie uśmiecham się słodko-kwaśno.

— Jakże mogłoby być inaczej.

Maryla, która także często otwiera komnaty Safony, a lękam się, czy nie jest na punkcie zgubienia do nich klucza, przeraża się.

— No... ależ tak... tak...

— Więc cóż ten Halski?

— Wyjechał.

— Gdzie?

Nach Warschau.

Widzę, że jej okrągła bródka dygoce. Ma ochotę powiedzieć mi coś przykrego.

A ja mam ochotę to usłyszeć.