— Moja droga — taka istota przedewszystkiem nie może być damą...

— Przepraszam cię, mówią, że to zupełnie uczciwa osoba...

— Skoro to mówią, to już nie jest uczciwa. O mnie, o tobie tego nie mówią, bo jest to rzecz tak pewna, jak się nie mówi, że o świcie słońce wschodzi. Ta osoba nie zasługuje na to, abyśmy się nią zajmowały.

— Tak, my... ale Halski?

— Ach, moja droga, i on w takim wypadku nie zasługuje na zajmowanie się nim.

I mrużę oczy.

I mówię:

— Niezły twój turban! Gdzie kupiony? Czy sprowadzony?...

Ale ona nie daje za wygranę.

— Bo widzisz — ciągnie już rozzuchwalona — Halski to jest właściwie rozpustnik.