— Obecnie czeka pan na kogoś, który jest w sklepie z kapeluszami. A więc... kobieta.
— Naturalnie.
— A!... Ona tam jest?
Troszkę się zafrasował.
— Nie, nie... — wyrzekł szybko — tam jej niema. Tam jest moja żona!
— A!...
— Wybiera kapelusz na drogę, jedzie jutro.
— A pan ją odwozi?
— Tak... do Bad Hall — potem wracam.
— I odwozi pan Jankę?