— O! — zaczęła się bronić Weychertowa — mówisz to dlatego, że Halski nie ferlakurował ci z blizka, tylko na żarty zdaleka. Gdybyś jednak odczuła, co jest zbliżenie się takiego człowieka, gdyby on uwziął się na ciebie...

Rena przerwała jej nagle:

— A skąd wiesz, że tak nie było?

Weychertowa obrzuciła ją pewnym siebie wzrokiem.

— Przypuszczam. Halski nie gustuje w takim właśnie rodzaju kobiet. Jemu trzeba zupełnie innej piękności.

Panna uświadomiona zaczęła śmiać się cichutko a złośliwie.

— Ha-re-mo-wej! — zaśpiewała na nutę orjentalną.

Rena popadła jakby w rodzaj wściekłości, starannie ukrytej.

— Mylnie sądzicie! Halski czynił wszystko co mógł, abym mu uległa...

Może byłaby tu zatrzymała swe zwierzenia, gdyby w oczach obu kobiet nie było powstało zaakcentowanie sceptycznego niedowiarstwa.