— O! o!... — zamruczała Janka, czołgając się na kolanach aż do Reny.

Weychertowa milczała, ale oczy błyszczały jej, jak u kota.

Rena triumfalnie powiodła po nich wzrokiem.

— A ja mu się oparłam! — wyrzekła dobitnie, prostując się w hieratycznej pozie.

Weychertowa pokręciła głową.

— I odszedł z niczem?

— Z niczem!

Tyle było siły w głosie Reny, że pierwsza uległa jej uświadomiona panna.

Rzuciła się cała ku Renie.

— Gdzie to było? Jak? Kiedy? Moja złota! Opowiadaj!