— To, że jest kobieta szanująca się i nie chcąca być ladacznicą, nie jest przedmiotem kawiarnianych rozmów!
Weychertowa przygryzła usta.
— Ależ... możesz być przekonaną, iż oddawano ci należne pochwały. Nawet sam Halski.
Renę ogarnęło nerwowe drżenie.
— Pochwały? Jak grzecznej dziewczynce? — zawołała zmiennym głosem. — Ten błazen śmie mi oddawać pochwały za to, że nie chciałam należeć do steku gęsi, które lecą mu w objęcia, a któremi on potem poniewiera.
Weychertowa zaczęła się trochę czuć dotkniętą.
— Pozwól...
Lecz Rena przerwała jej, podniecając się coraz silniej:
— Pozwól ty powiedzieć sobie, że więcej niż dziwne jest z twej strony, iż pozwoliłaś temu panu w swojej obecności znieważać moją dobrą sławę i szarpać moje nieskazitelne imię.
— On ciebie nie znieważał.