Ukłonił się, powstał i odszedł do okna, gdzie zaczął palić papierosa.

Po kilku minutach odwrócił się.

Rena leżała z głową ukrytą w poduszkach. W ręku trzymała zmięty list. Podszedł ku niej niespokojny.

— Renusiu! Co tobie?

Podniosła głowę z wysiłkiem. Była bardzo piękną i bladą. Kaswin nigdy nie widział tyle uroku, nagromadzonego na twarzy kobiety. Uśmiechnęła się z wysiłkiem.

— Nic! Nic!... Nagle... zawrót głowy...

— Może lekarza?

To jedno słowo przywróciło jej równowagę. Było bardzo ziemskie, bardzo troskliwe, bardzo zwyczajne.

— Co znowu?... Przeciwnie! Pragnę przejechać, rozerwać się.

Milczał. Było to w połowie miesiąca. Grupę holenderską wziął na kredyt. Nie miał pieniędzy na zapłacenie powozu.