— Ach! Tem bardziej Halskiego.

— Dlaczego — tem bardziej?

— Bo Halski nie może podobać się kobiecie subtelnej, niezwykłej, nadzwyczajnej...

Rena znów zaniosła się od śmiechu.

— Więc przypuszcza pan, że Weychertowa jest dla Halskiego nie do zdobycia?

— Jestem pewien.

Jakaś małpia złośliwość zadrgała w Renie. Chciała pomścić i Halskiego i siebie samą. Przed sobą bowiem czuła się upokorzoną słowami redaktora.

— Panie kochany! — wyrzekła powoli, opierając się na rękach, podczas, gdy tors tej wydłużał się jak u pantery. — Panie kochany!... on revient toujours à ses premiers amours.

Oczekiwała awantury. Tymczasem redaktor uśmiechnął się dobrodusznie.

— Och! To są dawne czasy! — wyrzekł powolnym głosem. — A od tej chwili edukacja miłosna pani Weychertowej uczyniła nadzwyczajne postępy. Człowiek, który jak Halski nie przebiera, byle tylko ilość... Nie robi już na niej wrażenia... Halski może wzbudzać tylko pęd owczy... Weychertowa już wzniosła się ponad to. Potrafi wybrać coś pewnego, stałego, bezpiecznego... człowieka żonatego... a więc dys-kret-nego!...