— Bez konsekwencji.

— Taaak?... Chciałabym, żeby to Weychertowa posłyszała. Mogłaby się panu odpłacić.

Uśmiechnął się z całą zarozumiałością mężczyzny.

— Nie boję się!

— Taki pan pewny siebie?

— Troszkę.

— Nie boi się pan?

Porwała się nagle. — Usiadła z nogami na sofie. Przybrała postać huryski z jakiejś reklamy lub afisza.

— Nie boi się pan? — powtórzyła — ej, da?... Nawet naprzykład... Halskiego?

Rzuciła to nazwisko z pasją i natychmiast przeraziła się. Lecz on zupełnie spokojnie przyjął to wyzwanie.