— Pani robiła jakieś porównania?

— Może!

— I... wypadło na moją niekorzyść?

— Najzupełniej!

Byli teraz naprzeciw siebie, z całą wrogością, na jaką zdobyć się mogą kobieta i mężczyzna, którzy, stanąwszy na progu zmysłowej chuci, uczuli nagle, iż nie tylko sobie nie odpowiadają — ale nawet „skóra ich” działa na siebie odtrącająco.

Spojrzał przelotnie w lustro i znalazł się — pięknym.

— Może to nie moja wina... może to w pani głucho.

Pełna jeszcze żądzy, wzbudzonej przez wspomnienie, zawołała z uniesieniem:

— O nie!... Ja wiem, że nie!...

Patrzył na nią z ironją.