Objął ją niezręcznie, drżąco... pospolicie.
— I kaskady twych płomiennych, rozsypanych włosów...
Śmiał się wstrętnie, pewien już zwycięstwa.
Lecz szarpnęła mu się nagle — wściekła, pełna niesmaku.
— To nie to samo! — Nie to samo! — krzyknęła, odtrącając go od siebie.
Z oczyma, już bielmem zasnutemi, niepewny, głupi, wybełkotał:
— Co nie to samo?
Jakby do siebie, z rozpaczą, wyszeptała:
— Głucho! Głucho!...
Obraził się.