Kręci medalion u łańcuszka od zegarka, w którym to medalionie tkwi pewnie trzydziesta pierwsza fotografia „żony”...
— Jaśniej tłumaczyć się nie będę.
— !...
— Nie nalegaj pan...
(Nie nalega wcale. Zapada w jakieś ogłupienie).
— Nie nalegaj pan! Zbyt wiele powiedziałam... Nie powinnam była... Ale czasem są takie chwile, że i duma opuszcza i sił brak...
(Ogłupienie przechodzi we wzruszenie. Widzę to, bo wąsiki migają, a oczka maleją. Ja bawię się cudownie).
Wreszcie „on” hazarduje.
— Błagam panią, niech się pani uspokoi.
(Jestem tak rozbawiona, że zapomniałam zupełnie, że powinnam być wzruszona w wysokim stopniu, biedactwo jednak widzi moje wzburzenie przez falę własnego zaniepokojenia).