Wydęła szkaradnie usta.

— Dziwić się temu należy! — rzuciła wzgardliwie — służy jej blizko pół wieku — i do tak rozlicznych praktyk...

Ściągnął usta z niesmakiem.

— Złość panią zaślepia i czyni niesprawiedliwą.

— Właśnie przeciwnie. Oceniam tylko stan zasługi ubóstwianych przez pana istot, z całą sumiennością. Że pan ma bielmo na oczach — nie dziwię się wcale. Ja zaś nie mam najmniejszej przyczyny i powodów do wdzięczności dla takiej pani... przeciwnie nawet...

Zdziwiony patrzył na nią.

— Doprawdy — słuchając Panią, możnaby sądzić, że stała się pani jakaś krzywda tą całą aferą.

Uparcie potwierdziła.

— Tak jest! Stała mi się krzywda!

— W czem?