— Może Pan zaprzeczy, iż to nie kobieta poinformowała Pana o moich rzekomych drwinach na conto...
Szukała słowa. Ulitował się nad nią i dopomógł jej.
— A conto mej porażki!
Chciała powtórzyć ten wyraz i nagle nie mogła. Wydał się jej nieodpowiedni — śmieszny — bez znaczenia. — Jakąż bowiem „porażkę” — odniósł właściwie ten człowiek? — Kto tu był panem sytuacji? Kto był zwycięzcą? Kto przyszedł w poszukiwaniu gorączkowem i teraz plątał się w gmatwaninie fatalnej i bez wyjścia?
— No... tak... — bełkotała — zaprzecz Pan!
Wzruszył lekko ramionami.
— Nie myślę zaprzeczać! Nie byłem proszony o tajemnicę.
— Ja także o tajemnicę nie prosiłam — ale przecież tylko gruboskórna istota mogła dopuścić się podobnej niedyskrecji.
Zaczął się śmiać serdecznie.
— Ręczę Pani, że skóra mej damy jest wyjątkowo cieniuchna i delikatna...