— A! Więc Pani o to chodziło! Nieskończona jest miłość własna u kobiet...
To zregestrowanie ją w całą kohortę kobiet targnęło nią gwałtownie.
— Więc Pan sądzi, że to tylko... z miłości własnej... obrażonej...
Halski już był jakiś niedbały.
— A z czego innego? — zapytał. — Pani ma olbrzymią dozę tej ambicji dla siebie, ale nie szanuje jej pani u drugich.
— Nie rozumiem Pana!
Halski skrzywił się banalnie.
— O! Nie mam do pani żalu. Niech pani jednak nie sądzi, że to tak wielki triumf, to cnotliwe zwycięstwo, ta cnota...
Porwała się z oczyma roziskrzonemi pomimo łez.
— Milcz Pan! Ja tej cnoty nienawidzę...