— Albo nic! Nic! Chodźmy!
Kaswin nagle ją zatrzymał.
— A! To niemożliwe! — wyszeptał zasmucony.
— Dlaczego? — zawołała. — Idźmy naprzód, tam gdzie gra fałszywa muzyka i drapie nerwy, gdzie kelner z lepkiemi rękami przynosi szampana — gdzie wy czerpiecie odwagę, aby się następnie tarzać w błocie. No, dalej... jedźmy tam!
— To niemożliwe.
— Dlaczego?
Usta mu się złożyły w podkówkę.
— Bo... bo... to przed pierwszym, a ja nie mam pieniędzy.
Ogarnęła ją rozpaczliwa wesołość.
— Co? Tak?... Cudownie!