Zadzwoniła i zdziwiła się, że natychmiast jej otworzono. Przedpokój był otworzony. Pokojowa ubrana.

— Nie śpicie? — zapytała, dziwiąc się dźwiękowi swego głosu.

— Tu jest ktoś, kto czeka na panią — odparła służąca, zdejmując z niej płaszcz.

Cisnęła się cała strwożona. Jedna myśl ją przejęła: To Halski! — I równocześnie pragnienie ucieczki — ucieczki za jakąbadź cenę.

Służąca złożyła ręce.

— Proszę Jaśnie pani się nie martwić, to już tak Pan Bóg chciał.

Zatrzymała się, nie rozumiejąc.

— A ten mówił, że mu Jaśnie Pani kazała czekać!...

— Ja?

— Tak — jest w salonie już ze dwie godziny.