I ten szczegół, zamiast ją przejąć odmiennem uczuciem — ujął ją.
— Dobranoc!
Wpiął się na stopień powozu.
— Dobranoc!
Szukał jej ust. Nie odmówiła mu.
Podała je — choć martwe.
— Dobranoc!
Rozjechali się. Za kilka minut Rena weszła do kamienicy, w której mieszkała. Miała ciągle pustkę pod czaszką.
— Nie wiem nic! Nic! — myślała. — Ach, o niczem myśleć nie chcę... nie mogę!...
*