— Jaśnie pani śpi tak niewygodnie. Ale wolałam, żeby się Jaśnie pani nie budziła. W zmartwieniu najlepszy sen.
Chwilę Rena poświęciła na opamiętanie się. Wiedziała, że jest wdową i to wiedziała najdokładniej. Pozatem zwaliła się na nią brutalnie myśl o Halskim i Kaswinie. Był tu jednak dziwny postęp.
Myślała — „ci obaj”.
Teraz już nie rozróżniała ich.
Byli po prostu i tylko „ci obaj”.
Leniwym gestem objęła Rena w posiadanie swą sypialnię. Lecz przywitała ją z pewną ulgą i zadowoleniem.
— Całe szczęście, że nie tu! — wyrzekła w duchu, obrzucając wzrokiem wnętrze cichego i składnego pokoju.
Wsunęła się pokojowa.
— Kwiaty zostawiłam w salonie! — zaanonsowała. — A kąpiel gotowa.
— Dzięki Bogu!