Zadźwięczał znów dzwonek.
— Pan Kaswin!
Przymknęła oczy. Na chwilę nie doznała niesmaku, lecz równocześnie i pragnienia ponowienia się wrażeń.
Niedoświadczona — sądziła, że jest to dowód, iż „już”.
Nie wiedziała, że jest to zwykłe „jeszcze”...
— Nie! — wyrzekła. — Nie chcę... powiedz... albo... zresztą powiedz, co chcesz — bylebym miała spokój!
— Czy mam powiedzieć o śmierci pana?
— Nie! Temu nie!
Wsłuchała się w zamykające się drzwi za Kaswinem. Ułożyła się wygodnie na szezlągu — okryła pledem.
Dzień był rozkoszny, lecz trochę chłodny. Dreszcze przebiegły jej ciało. Miłe jej były dziwnie i przytulne.