Zrobiła niewyraźny gest ręką. Trochę ją to gniewało, iż on mówi o tej przyszłości.

— Życie jest wielkim względem pani dłużnikiem — ciągnął dalej. — Winno jest pani wielkie odszkodowanie. Całą moc radości dozwolonej, cichej i spokojnej, do której ma właśnie prawo.

Rena skrzywiła usta.

— Tego mi przecież małżeństwo nie da.

Zaprzeczył żywo.

— Tylko małżeństwo! Tylko małżeństwo!

— Nie! — krzyknęła z ironją — tak, jak pan mówił dawniej — tylko miłość bujna, swobodna bez pęt — bez ograniczeń...

Wpatrzył się w nią smutno.

— Do tej nie masz pani dość tchu — wyrzekł powoli — a za dużo masz kultury serca i ducha. A przytem pani przeszłaś taki czyściec na erotycznym szlaku, że możesz sięgnąć po najwyższe wartości życiowe w tym kierunku — po miłość jednego człowieka.

Zaczęła podśmiechiwać się cicho.