On mówił tymczasem:
— Przez tę noc dzisiejszą, przez tę chwilę, którą obecnie przeżywamy, przemyślałem tyle, odrzuciłem tyle z mych negacji, obaliłem swoje dawne ołtarze — zbliżyłem się do twoich wierzeń, do twej czystej, prymitywnej piękności dziecięcej, że po prostu roztopił się we mnie lód, który mnie otaczał.
Pochylił się prawie do stóp Reny.
— Reno! Bądź moją kochanką!
Zamknęła czemprędzej oczy, aby go nie widzieć, aby tylko odczuć wewnętrzne wrażenia, jakie te słowa na nią czyniły.
Zawrzało w niej wszystko. Jakaś groza, ból.
— Pragnęłam tego! — wyszeptała w przestrzeń — nie było szaleństwa, którego byłabym nie popełniła, aby ten cel osiągnąć.
Już był przy niej — u jej kolan — tulił głowę do niej.
— Poświęć mi całą przyszłość! — wyszeptał — bądź żoną moją!
Z długim, bolesnym krzykiem skoczyła, odtrącając go od siebie.