— Nie! Nigdy!...
— Dlaczego?
Zamilkła. I przed sobą samą usprawiedliwiać się zaczęła w myśli. Nie chciała być jego żoną, bo oddawszy się Kaswinowi, nie była już tą bez skazy, za jaką on być ją mienił.
Lecz tam, w głębi jej organizmu, tkwiła inna przyczyna.
W zbliżeniu Halski stracił nad nią władzę. Obecnie było w niej głucho. Nie reagowała. Nie wibrowało w niej już nic...
Szeroko rozwartemi oczyma wpiła się teraz w niego.
Zrozumiała — nie był dla niej niebezpieczny. To, co gnało ją w objęcia jego, była nie miłość dla niego, lecz pragnienie zaspokojenia wzburzonego ciała za jaką bądź cenę.
Ciało znalazło gdzieindziej źródło uspokojenia — odwracało się obojętne.
Uśmiechał się do niej niewyraźnie i zamglono. Niósł siebie w tej ofierze i pewny był przyjęcia. Twardy, zimny wyraz twarzy kobiety jednak zaniepokoił go. Ustał w pół drogi.
Pytająco patrzył.