Czułam, że płonie jak kandelaber siedmioramienny. Ale chcę go spalić.
Więc zaczynam swawolną, szkaradną, bezecną śpiewkę — Przewodniczkę.
Ty jej, o święta! nie znasz.
Moja łódka
Jest czyściutka
i t. d.
A on kładzie mi ręce na moich rękach.
— Proszę mi zagrać coś bardziej zmysłowego.
Patrzę mu w oczy.
— Wszak to właśnie dla Pana.