A on się spieszy... spieszy...
Dopadł do dorożek.
Wskoczył w jedną.
Mignęła mi para siwych koni w ciemności. Ali, stojąc już w dorożce, coś mówił do fiakra, poczem padł na poduszki, woźnica zaciął konie i szalonym pędem ruszył w ciemność...
W ciemność, w zaduch, w piekło rozwartej szeroko paszczy miasta.
Ze stopni dorożki zeskoczyło widmo Ropsa i zwróciło ku mnie swą twarz trupią o wyszczerzonych zębach.
I wybuchnął śmiech...
Ja nie wiem, kto się śmiał, Helu, ja nie wiem, kto...
Ja? Czy ta na dole...
Czy może my obie?