— Że tam trudno...

— Jedźcie tylko.

Czy udał, czy się złapał. Dość, że pojechał.

A za nim w ślad, w ślad...

Kto?

Ja!

— Ach! Co znowu.

Moja Hania, druga wyga, tylko nie zapijaczona — drugą dorożką, w której już na ten cel tkwiła od pół godziny.

Wprawdzie automedon Alego laski nie przywiózł, ale za to Hania wyrecytowała ulicę, dom, numer — wszystko najlepszej sorty i najbezecniejszego przeznaczenia.

I co ty na to?