— Wróci, jak będzie miał dosyć.
— Czego?
— Tej swojej.
Widzę, że jest zirytowana, iż zwróciłam jej uwagę poprzednio. Postanawiam więc już brnąć dalej, nie zważając na obecność służącego.
— Dlaczego mówisz swojej. Taka kobieta przecież się nie liczy.
— Liczy.
— Mężczyzna nie szanuje takiej istoty, więc nie uważa jej za swoją.
— Uważa.
— Skąd-że wiesz o tem?
— Wiem.