Zaczynam się śmiać, ale daję ci słowo, że we mnie coś aż drży ze złości.
— Sądzićby można...
— Że co?
Patrzy na mnie nawet agressywnie swemi rybiemi oczyma.
— Że ich bronisz.
Wzrusza ramionami.
— Nic mnie nie obchodzą. Tylko lubię mówić prawdę.
— Wygląda tak, jakbyś chwaliła takie ustępstwa.
Milczenie.
— Co?... — nacieram.