I grzecznie, swobodnie pyta:
— Jakże było z odczytem? Wiem z dzienników o wrażeniu „sali”. Lecz pan? Czułeś się swój? Zadowolony ze siebie — nie mówiłeś w pustkę?
Halski odpowiada niechętnie:
— Mówiłem w pustkę.
— Rozumiem! Ja nie miewam odczytów, a często mówię w pustkę.
Roześmiał się ironicznie.
— Nie sądzę. To, co pani ma do powiedzenia, zawsze znajdzie echo.
Rena odsunęła się od stołu i z pod zmrużonych powiek spojrzała na niego przeciągle.
I milczała.
Czekał, że się obrazi i z tego wypłynie ton lekkiego przekomarzania, który doprowadzi go wreszcie do uścisku rąk pod obrusem. Lecz ona patrzyła już teraz senną melancholją w światła kandelabrów.