Szczepańska od łóżka odstąpiła i tryumfująco na pobladłą z gniewu pyskaczkę spojrzała.
— Was dwoje? — zamruczała. — Teraz i ich będzie dwoje!
Lecz pyskaczka, nie powstając z wieka, wrzasnęła:
— Ona też bezprawna, to... małpa. Ona się w sądzie nie liczy!
Szczepańska ujęła się pod boki.
— Jak to nie? Choć małpa, ale córka! Liczy się, tak mi Boże dopomóż, liczy się, ot, że tak!
— To uliczna! Ją sąd od spuścizny wyforuje57!
— Ot, że nie! dziecko jest i prawo za nią stoi!
Tymczasem Julka po rękę trupa sięgnęła.
— Matuś, taż spojrzyj ty choć na mnie raziczek jeden!