— Niech je choroba weźmie... Matuś zmarła... ot!...
Łkanie zdławiło jej słowa.
Wyszła, drzwiami trzaskając.
Na dziedzińcu Żydówka ją za kaftanik schwyciła.
— Chustka? Aj!... Gdzie ty harasówkę podziała? co?
Dziewczyna zdawała się wahać chwilę, wreszcie rękę Żydówki szorstko odtrąciła.
— Matki nogi okryłam!
— Aj! waj! Wróć się zaraz! Odbierz!
Lecz Julka hardo ku bramie zmierzała.
— Z trupa nie ściągnę!