Zaczęła szeptać pacierze, rzucając od czasu do czasu ukośne spojrzenie na Florkową, która stała ciągle w pozycji obronnej. Nienawidziły się obie strasznie, a nienawiść ta wobec trupa zdała się rosnąć do niezmierzonej potęgi i lada chwila grozić wybuchem.
Wreszcie Szczepańska z klęczek się podniosła.
— Jak to leżysz, nieboraczko! Jaki ci to barłóg29 zamiast śmiertelnej pościołki podłożyli... Ni to czystej kiecki, ni to obmycia, ni to świeczki nad głową. Oj ludzie!... ludzie!...
Zaczęła się po izbie kręcić, potrącając co chwila o sprzęty tłustymi biodrami.
— Cóż ci do trumienki włożyć? — pytała. — Kiej30 ja, twoja rodzona siostra, nie wiem jakie ty przyobleczenie31 miałaś.
Do kuferka się posunęła, lecz już jej pyskaczka drogę zagrodziła, pod boki się ująwszy:
— Nie wolno otwierać! — syknęła.
Rajfurce twarz poczerwieniała, małe oczki nagle się rozszerzyły, jakby pod wpływem wielkiej grozy.
— Nie wolno?! — wrzeszczała.— Dla trupa świętego, szmaty na grzbiet nie wolno? Cie32 ją!... Bez co33?...