Szczepańskiej tchu na chwilę zabrakło.
— Dla zmarłej spadkowości nie ma. Zmarła ma wszelkie pierwszeństwo. Nijaka choroba mi nie wzbroni siostrunię do trumny odziać!
Po twarzy pyskaczki przemknęły jakby płomienie.
— Choroba? Ja choroba? To ty cholera, sobaczy36 grzmocie jeden!...
Ręce suche, kościste jak dwie śmigi37 wiatraka wyciągnęła, niemal tłustej twarzy Szczepańskiej się dotykając38.
— Nie zmarłą ty chcesz przyoblekać39, ino o korale ci po łbie się motłosi. Chcesz do kuferka zajrzeć, aby bicze gwizdnąć. Ja cię znam, robaczliwy wiechciu, rajfurko diabelska, cholerna zabijatyko, mytko zatracona. Ale kuferka nie otworzysz, bodajem40 tak z nosem była! Przez żywot41 mi przeńdziesz, zanim się spuścizny dotkniesz!
I nagłym ruchem na wieku kuferka przysiadła, straszna, zaśliniona, biorąc w posiadanie w ten sposób kuferek, broniąc go przed napaścią obcych.
— Józiek! — wrzeszczała przeraźliwie Szczepańska — chodzi42 tu psiawiaro bronić twojej sierocej chudoby43. Już ci ją złodziejki wydzierają i sadowią się na niej.
I szybko chłopca za kark porwawszy, na kuferek go rzuciła.
— Siadaj, chorobo! Siadaj i ty, boć to twoje po prawie i słuszności. A nie wstawaj, bo ci gnaty połamię, tak mi Boże dopomóż i ty nieboszczko, co widzisz ukrzywdzenie twej sieroty i sposponowanie44 twej rodzonej.