Nastąpiła chwila milczenia.
Seweryn wycierał szyję białą tłustą masą, odchyliwszy dobrze kołnierz kurtki i flanelowej bleu de France18 koszuli.
Blady promień słońca przebił się w tej chwili przez chmury i, przyciemniony gazą rozpiętą w oknach, oblał żółtawym blaskiem tęgi i potężny kark zwycięzcy, triumfatora z zapasach miłosnych.
— Paul!
— Słucham, jaśnie panie.
— Musimy się stąd wynosić!
— Musimy, jaśnie panie.
— Trzeba szukać mieszkania!
— Trzeba, jaśnie panie!
Seweryn ujął powiększające lusterko i postąpiwszy do okna, bacznie się szyi przyglądał.